piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 6

-Nie martwie się tylko się zastanawiam.-Powiedziałam.
-O rozmowie.-Powiedział.
-No po części, no bo myśle co ja mam właściwie powiedzieć 'cześć jestem Twoja siostrą chce Cię poznać'? Czy może 'jesteś moim bratem szukam Cię i chce Ci się wjebać w życie.' No Wojtek pomyśl logicznie.-Powiedziałam już wiedziałam, że to nie wypali ostatnio wogóle mi się nic nie układa.
-Anka jesteś głupia, bo inaczej nie moge powiedzieć! Zadzwonisz i powiesz po prostu, że masz ten numer z tej placówki opiekuńczej, i że szukasz swojej biologicznej rodziny, i że Cię szukali ponoć, a dalej sie już samo potoczy i nie myśl tyle.
-Masz racje.
-Właśnie.-Powiedział entuzjastycznie mój przyjaciel.
-Jestem głupia.
-Anka nie jesteś, tylko sie tym martwisz za bardzo.
-No, a co Ty byś zrobił na moim miejscu?-Zapytałam.-No wlaśnie.-Odpowiedziałam po chwili, gdy Wojtek nic nie odpowiadał.
-Na pewno bym sie tyle nie martwił i nie przejmował.-Wozzo mnie przytulił i tak siedzieliśmy sobie dłuższy czas.

*

-Jutro do niego zadzwonisz, a dziś... Dziś idziemy na imprezę i sie będziemy zajebiście bawić.-Oznajmił.
-Oczywiście.
-Ale najpierw idziemy coś zjeść, bo strasznie mało jesz.
-Taa właśnie dużo i nie jestem głodna ziomek.
-Jesteś, jesteś ide zrobić takie super, pycha jedzenie i sie ogarniemy, no a potem pójdziemy pić.-Powiedział pełen entuzjazmu.
-Taa,,, Z pełnymi brzuchami.-Odpowiedziałam.
-Więcej wejdzie.-Powiedział i poszedł do kuchni.
-Ide Ci pomóc.-Udaliśmy się do kuchni Wojtek robił kanapki, ja zaparzyłam nam herbatę z cytryną.-Ej dobra chyba starczy już przecież nie zjemy tego wszystkiego.
-Oj tam, oj tam zjesz.-Usiedliśmy przy stole i zaczeliśmy konsumować nasz posiłek.

*

-Ale sie najadłam już nic w siebie nie wcisne,-Powiedziałam z pełnym brzuchem.
-A może jeszcze jedną?
-Wojtek.
-Co? No może jedną?
-Daj spokój już nie moge.
-A może tą?
-Nie dziekuje.
-Aaa.
-Wojtek jesteś glodny to jedz, ja już nie chce,
-No to nie. Więcej nie dostaniesz.-Powiedział i wystawił mi język, po czym się uśmiechnął.
-Hahaha okej.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dobra ja też już nie mogę.
-Daj posprzątam to.-Powiedziałam i zaczęłąm zbierać brudne naczynia ze stołu.
-Zostaw ja posprzątam, a Ty idź się ubieraj albo kąp, szykuj czy co tam chcesz.-Mówił zabierając talerz z mojej ręki.
-Nie daj.-Mówiłam.
-Idz już mi stąd, raz.
-No dobra ide wziąść prysznic.-Skierowałam sie na góre do łazienki wzięłam 10 minutowy prysznic i osuszyłam swoje ciało ręcznikiem. Włosy owinęłam recznikiem tworząc tak zwany turban niestety zapomniałam ciuchów i udałam się w samym ręczniku do szafy w której było troche moich cichów grzebiąc w niej zabrałam bieliznę oraz wybrany komplet i ruszyłam z powrotem łazienki.
-Wow jak Ty pięknie wyglądasz.-Powiedział Wojtek, który był w korytarzu.
-Haha ta jasne w ręczniku.-Powiedziałam ironicznie.
-Dla mnie bedzisz piękna nawet jak go zdjemiesz.
-Oj Łozowski nie pozwalaj sobie.
-Ja serio mówię.
-Ja też.-Dałam mu buziaka w policzek, przeszłam omijając go w stronę łazienki. Ubrałam przygotowaną czarną koszulę z ćwiekami na kołnierzyku oraz miętową spódnicę i wróciłam do sypialni Wojtka usiadłam przed lustrem i zrobiłam nie za mocy makijaż, dodałam bransoletki bez których się nie ruszam oraz srebrny wisiorek z serduszkiem, który dostałam od Maćka otworzyłam je i ujrzałam nasze zdjęcie, które zrobiliśmy kiedyś jak pojechaliśmy na wycieczkę rowerowę i sie zgubilimśy. Uśmiechnęłam się sama do siebie gdy o tym pomyślałam.
-Nie wiem w co sie ubrać.-Moje przemyślenia przerwał Wozzo.
-Hahaha serio?
-Serio, serio.
-A patrz ta koszula i niebieskie spodnie?
-O no mogą być dawno nie w nich byłem, ide sie ubrać.
-Yhym..-Zaczęłam sie jeszcze poprawiać nagle Wojtek wrócił.
-Nie w tych spodniach nie moge iść.-Powiedział.
-Czemuż to?-Zapytałam.
-No skurczyły się w praniu.-Powiedział załamany.
-Jak to sie skuczyly?-Zapytałam zaskoczona.
-Po prostu w pralce,
-Hahahaha na prawdę sądzisz, że się skurczyły?
-Czy ty sugerujesz, że jestem gruby?
-Hahaha tak sugeruje i co powiesz?-Zapytałam rozbawiona.
-To, że foch.-Odpowiedział udając obrażonego.
-Mam lepszy pomysł..ubierz te spodnie i ta koszule.-Powiedziałam podając drugi komplet ubrań.
-No dobra mówię, że ok.

*

Zeszłam na dół nalałam sobie wody i zaczęłam pić na zegarze wybijała już 19:15 mieliśmy jeszcze troche czasu. Do kuchni wszedł Wojtek.
-Gotowa?
-Tak jest.
-To co zamawiamy już taksówkę?
-Tak jest,-Powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
   Czekajac na taksówkę dużo rozmawialiśmy.
-Nie rozmawiałaś jeszcze z dziewczynami prawda?
-Nie właściwie nie wiedziałam co mam im powiedzieć, że co? Że znalazłam swoją rodzinę, a Was już nie potrzebuję?
-Przestań przecież nawet jeżeli bądziesz miała bliższy kontak z tym Dawidem to nie będziesz musiała zaraz sie nie odzywać, nie odpisywać, nie oddzwaniać, ani nic.
-No wiem, ale po prostu to jest za dużo na moją głowę.
-Ja wiem, wiem.
-Ja po prostu chciałabym sie dowiedzieć czegoś więcej, a nikt mi nie może nic powiedzieć.
-Nie martw się jutro zadzownisz i na pewno się czegoś dowiesz i będzie dobrze.
-Yhym....
-Też chciałbym żeby tu był z nami.-Powiedział i mnie przytulił.
-Wiem, ale dobra nie rozmawiajmy już o tym.
 -Ok chodź taksówka już przyjechała.

*****************************************************************
Jest 6! Wiem, że długo nic nie dodawałam, ale brak czasu sprawia, że z niczym się nie wyrabiam. :/
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i życzę miłego weekendu :))

Pozdrawiam Ann. :*

















sobota, 18 października 2014

Rozdział 5


-To się ubieraj.-Poganiał mnie Wozzo.
-Ej najbliższe jest koło stadionu nie?-Zapytałam.
-No jest jeszcze to tu kawałek dalej, ale to nie.
-No to jest glupie na stadion jedziemy.-Powiedziałam.
-No to ruszaj swoją szanowną dupe i jedziemy.
-Już, już.Ubraliśmy się i pojechaliśmy na lodowisko.

 Świetnie sie bawiliśmy wróciliśmy do domu jakoś po godzinie 17.
-Super było, co nie?-Zapytał.
-No genialnie.-Powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Jutro też tam idziemy!
-Ta po imprezie na pewno.
-No może nie jutro od razu, ale idziemy.
-Haha oj Wojtek, Wojtek.-Powiedziałam przez śmiech.-Kawę pijesz?
-Oczywiście, czekaj ja zrobię.-Powiedział z uśmiechem.
-Dobra już zrobie.-Jak powiedział tak udałam się do kuchni i zrobiłam dwie kawy i wróciłam do salonu do Wojtka, usiadłam koło niego.-Prosze,-Podałam kubek z ciepłą cieczą.
-Dziekuję.-Powiedział z uśmiechem.
 Mój towarzysz przeglądał coś w internecie, a ja sama sprawdziłam mój telefon miałam SMS'a od Łukasza.

'Siema młoda :* co porabiasz? ;D '
Szybko mu odpisałam.

 'Po pierwsze to cześć, po drugie nie mów na mnie młoda bo się wkurzę, a po trzecie siedzimy sobie z Wojkiem, potem lecimy na impreze, a po czwarte to co porabiasz Ty tam? :* '

'Hahahaha no dobra, dobra juz nie będe ;* wróciłem z treningu i jade zara do Kevina na małego 'grilla bez grilla' także spoko, a wojtek też idzie z Tobą? :) '

'Hahaha no grill bez grilla zapowiada sie ciekawie! ;D No też idzie, razem idziemy z Ptysiem, Danielem i Ewcią ^^ A co? '

' A nic, nic tak sie pytam. :) A Ty i Wojtek jesteście razem? '

Łukasz serio? Daj spokój przecież wiesz, że się przyjaźnimy :)) '

'Wiem, wiem ale poprostu...no poprostu nie chce żebyś przez niego cierpiała:/'

'Piszczu serio? Przecież wiesz, że nawet jakbym była z Wojtekiem to by mnie nie skrzywdził. Przyjaźnimy się i kocham go, a on mnie ale to nic nie znaczy i nie jesteśmy razem.'

'No dobra już spokojnie. :* '

'No.'

'A co tam wogóle?:( '
'Szczerze czy bajeczka, że jest fajnie?:( "

'No szczerze oczywiście mów co sie dzieje!!! '

'Jestem adoptowana, ale to już wiesz i byłam dziś na takiej rozmowie bo szukałam swojej rodziny biologicznej i ją znalazłam..'

'To super i co dalej? :)'

'No znaczy mam numer, ale sie boje.'

'Czego?'

'No że mnie nie zaakceptują i wogóle boje sie, że wjebuje się komuś w rodzine i wszystko zepsuje:/'

'Anka serio?!?!?! Jestes jedną z najlepszych dziewczyn jakie znam i przecież nikomu sie nie wjebiesz. To Twoja rodzina tak czy siak jesteście jakoś połączeni i co najważniejsze mówi Ci to tak jak Ty to mówisz "Wielki Piszczu Mistrzu" haha nie martw sie! Za nie długo tan wbijam do Ciebie:*'

'Okok :/ dzięki:))'
'Za co Ty mi dziękujesz? Kobieto? ;D'
'Za to, że tak mówisz i mogę tak z Tobą pogadać :/:/:)'
'Serio? Przecież zawsze możesz ;* Lof ju<3'
'Wielki Piszczu Miszczu lof ju<3'
':)'
   Od razu mialam lepszy humor tylko bałam sie jednak tej rozmowy z nim.

-Z kim tak piszesz?-Zapytał Łozo.
-A z Łukaszem trochę pisałam.
-I co tam?
-Ma przyjechać niedługo i tak nic ciekawego.
-Ooo.. to dobrze.
-Yhym..-Powiedziałam grzebiąc coś w telefonie.
-Nie myśl tyle o tym.-Powiedział Wojtek odstawiając laptopa i przyblizajac sie do mnie.

***************************************************************************
No i jest 5 po troche dłuższej nie obecności za co bardzo Was przepraszam. :/  Mam nadzieje, że chodziaż troche spodoba się Wam ten rozdział. :))

Pozdrawiam gorąco! ;*

*Pamiętaj, że każdy Twój komentarz pozytywny i negatywny jest dla mnie ogromną motywacją. :) *

środa, 1 października 2014

Rozdział 4


 Faktycznie po niespełna 10 minutach byliśmy już na miejscu.
-Jesteśmy.
-Wojtek?
 Pojdziesz ze mna?-Zapytałam.
-No pewnie, że tak co ty myslałaś, że nie?-Zapytał, a ja tylko pokiwałam znacząco głową.-Oj Anka, Anka chodź idziemy.-Skierowaliśmy się  do środka, po drodze jakaś Pani pokierowała nas do biura zapukałam i weszliśmy niepewnie.

*

-Dzień dobry w czym moge pomóc?-Zapytała Pani za biurkiem.
-Dzien dobry, ja nazywam się Anna Korzeniowska i  mam taki mały problem, bo chodzi o to że jestem adoptowana i nie mam kontaku z moją biologiczną rodziną, a chciałabym ich odnaleźć jednak nikt nie może mi w tym pomóc i pomyślałam, że może tu się czegoś dowiem.
-Tak tak postaram się Ci pomóc jak tylko będę mogła jednak nic nie obiecuje.-Mówiła Pani w ciemnych włosach szukając czegoś w rożnych papierach po kilku może trochę więcej minutach się odezwała się.-Tak mam tutaj informacje w grudniu w zeszłym roku ktoś szukał Cię, a dokładnie to brat Dawid Błaszczykowski, ale oprócz pana Dawida jest jeszcze Kuba pani brat oraz babcia Pani Felicja-Powiedziała
-Achaa, no dobrze, a ma Pani może jakiś kontakt do nich, nie wien adres, numer telefonu, cokolwiek?-Zapytałam z nadzieję na jakieś informacje jeszcze.
-Tak mam tutaj wizytówkę Pani, brat zostawił niestety bardziej pomóc Ci nie mogę tu więcej informacje nie mam jedyne, co to mogę życzyć szczęścia w odnalezieniu rodziny i coż powodzenia.-Powiedziała miła Pani.
-Dziękuje bardzo. Do widzenie.-Powiedzieliśmy i ruszyliśmy w stronę drzwi.
-Proszę bardzo. Do widzenie.-Odpowiedziała.

Poszlismy do auta.
-Znajdziemy ich.-Mówił Łozo próbując mnie pocieszyć.
-Wiem-Odpowiedziałam i uśmiechęłam się jak najbrdziej szczerze umiałam.
-To co? Idziemy coś zjeść?-Zapytał i obdarował mnie swoim pięknym uśmiechem.
-MC?-Zapytałam.
-Czytasz mi w myślach.-Odpowiedział i dał mi buziaka w polik. Udaliśmy się do najbliższego MC Donald'a. Po zjedzeniu naszego obiadu Wojtek stwierdził, że pojedziemy do niego.

*W mieszkaniu wokalisty*
-Co porabiamy?-Zapytałam.
-A nie wiem masz coś na myśli?..imprezka?-Zaproponawał.
-Dzwonie do Daniela-Odpowiedział\m szybko.
-Okey, a ja po Ptysia.
-Łukasz w Dortmundzie jest co nie?
-Nom-Powiedział.
-A to Ewa raczej nie pójdzie, ale spróbuje po nią zadzwonić.
-Próbuj.-Odpowiedział, a ja wzięłam telefon i wykręciłąm numer Daniela po 3 sygnałam usłyszałąm jego głos.
-Tak slucham?

-Cześć Danielku.-Powiedziałam podejrzanym głosem.
-Heja, co się stalo?-Zapytał.
-Co dziś robisz?-Zapytałam.
-Ide z tobą na imprę!-Powiedział podekscytowany.
-Oooo i to rozumiem to co o 20 tam gdzie zawsze?-Zaptałam.
-Oczywiście.
-Okey to do potem.
-No pa.-Powiedział i się rozłączył.
-Siema, dobra to teraz do Ewy.-Wybrałam numer i usłyszałam głos przyjaciółki.
-Siema śliczna.-Powiedziała.
-Hej piękna, co dziś robisz?
-A nie wiem, nie wiem, a co?
-Aaa to juz wiesz lecisz z nami na imprezkę odmowy nie przyjmuje!-Powiedziałam stanowczo po przyjacielsku.
-O 20 tam gdzie zawsze nie?-Zapytała.
-Tak, tak, tak.
-A kto idzie jeszcze?
-Na pewno Ty, ja, Wojtek, Daniel i Ptysiu.-Powiedziałam.
-Ooo Dan przyjechał?
-Nie niestety nie, Daniel fotograf,-Odpowiedziałam.
-A no ok, a Kamila może z nami?
-No pewnie,
-Okey to ja się z nią zdzwonie.-Powiedziała.
-Okey spoko.
-To do 20 paaa
-Hej.-Powiedziałam i się rozłączyłam.-Ewka i Kamila i Daniel idą.-Powiedziałam do Wojtka.
-Ptysiu też, ale będzie z jakimiś znajomymi jeszcze.-Powiedział.
-Ok ok to co robimy dalej mamy jeszcze jakies 5 godzin
-Ooo wiem.-Powiedział.
-Hmmm?
-Idziemy na łyżwy!
-Masz mój głos!-Odpowiedziałam.

************************************************************************
Witajcie! No i jest trochę wcześniej i trochę dłuższy niż zwykle, ale mam nadzieję że się nie zanudzicie. ;D
Następny może w weekend lub w następną środę. :) Na dole łapcie nowych bohaterów.
Miłego czytania! Pozdrawiam Ann:*

Kuba 'Ptysiu'-29l. Imprezowicz, ale nie kobieciarz. Szuka kobiety na stałe, ale nie może jej znaleźć. Przyjaźni się z Danielem, Wojtekiem i Anią głównie przez Daniela.

Ewa-22l. Miła sympatyczna dziewczyna. Przyjaciółka Łukasz przez to poznała i zaprzyjaźniłą się z resztą towarzystwa.

Daniel Iwicki-24l. Przyjaciel Ani i Wojtka. Mimo młodego wieku osiągnął już wiele w swoim zawodzie fotografa. Jest miły, ale i zabawny. Najspokojnieszy z całej paczki.

piątek, 26 września 2014

Rozdział 3

*Następnego dnia.

         Obudziałam sie wcześnie bo już o 10:20. Z dołu słyszałam jak ktoś krząta sie po kuchni, postanowiłam zejść i sprawdzić kto już tak buszuje od samego rana.

-O wstałaś już? Nie obudziłem Cię, jesteś głodna? Zrobie Ci kawy.-Powiedział nie kto inny jak Wojtek.
-Hej.-Powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
-No cześć.-Podszedł i dał mi buziaka.
-Co ty tu tak robisz z samego rana?
-No prosiłaś o pomoc, więc jestem, Prosze śniadanko.-Powiedział Wojtek i podał mi talerz z naleśnikami i kawe,
-Nie musiałeś tak wcześnie.-Powiedziałam.
-No wiem, że nie musiałem i skoro Ci nie jestem potrzebny no to ide. Cześć-Powiedział i poszedł w strone drzwi.
-Ej ej! Poczekaj no przecież nie mówiłam, że masz iść no zostań ze mną....Prosze Cie tak bardzo,-Powiedziałam sie i posłałam szeroki uśmiech do mojego przyjaciela.
-No przecież sie nigdzie nie wybieram. Jedz bo Ci wystygnie.-Odpowiedział będąc już przy mnie.
-Jem, jem bardzo pyszne tylko dla czego ja jem to sama, czemu Ty nie jesz?-Zapytałam.
-Ja już jadłem. No a teraz opowiadaj co sie stało i co tam u nich słychać?-Zapytała zaciekawiony Wojtek.
-No u nich spoko wszystko, po stremu tam leci, jestem adoptowana, nic nie wiem, ale co tam wszystko dobrze no, a co tam u Ciebie, co robiłeś wczoraj wieczorem?-Powiedziałam na jednych tchu. Wojtka zatkało, nie wiedział za bardzo co powiedzieć.
-Co? Ale jak to? Jezu Aniu przepraszm Cie bardzo nie powinienem tak Ci wypytywać o to i powinienem przyjechać wczoraj i być z Tobą tak bardzo Cie przeraszam.-Powiedział trochę zasmucony.
-Nie przepraszaj to nie Twoja wina, Ty nic nie zrobiłeś przecież.
-Ale i tak powienienem do Ciebie przyjechać i nie myśl już tyle o tym.-Powiedział i posłał mi piekny uśmiech.-Będzie dobrze.
-Yhym.-Odpowiedziałam chcąc, nie chcąc.
-To gdzie dziś jedziemy?-Zapytal zaciekawiony.
-Do domu dziecka, tu prosze adres.-Powiedziałam z uśmiechem  podalam mu kartkę z adrsem.
-Aha...aha...nooo...okey. No dobra.-Powiedział po czym zaczęlismy się śmiać.
-Pojedziemy, dowiemy się, znajdziemy i będzie dobrze.-Powiedział.
-Oczywiście,-Odpowiedziałam.
   Ten poranek był jednym z dziwniejszych poranków. Nie wiedziałam za bardzo o czym mam mówić, co mam mówić. W głowie jedną myślą była moja biologiczna rodzina. Ciągle o nich myślałam i szczerze móiąc bałam się trochę tego spotkania. Wiedziałam, że jest ze mną Wojtek i rozmawiałam o tym z Łukaszem, ale jednak no nie codziennie sie dowiadujesz, że jesteś adoptowana z moich zamyśleń wyrwał mnie Wojtas.
-To co jedziemy?-Zapytał.
-Yyyy.. no tylko chwika musze jeszcze wziąźć portfel.-Powiedziała,
-Okey.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Możemy jechać.-Stanęłam koło niego i ubraliśmy kurtki oraz buty no był listopad zima idzie. Wyjechaliśmy około 13. Przez drogę Wojtek mówił do mnie ciągle o czymś, ale nie mogłam się skupić.
-Eeej.. Tu ziemia, żyjesz?-Zapytał Wojtek machając mi ręką przed oczami.
-Ojej, przepraszam zamyśliłam się.-Powiedziałam szybko.
-Zamyśliłaś, czy zamartwiłaś?-Zapytał.
-Jedno i drugie.-Odpowiedziałam i dłużej jechaliśmy tym bardziej się zamartwiałam.
-Nie powinnaś, właściwie to powiedz czego się tak boisz? No nie ma czego.-Mówił próbując podtrzymać mnie na duchu.
-Nie wiem czego...-Miał racje nie powinnam się zamartwiać tak.-Daleko jeszcze?-Zapytałam.
-Nie, no raczej nie z tego co się orientuje to jakieś kilka minut.-Odpowiedział.
-Okey.

   Faktycznie po niespełna 10 minutach byliśmy już na miejscu.


********************************************************************
Trójeczka skończona. Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam trochę czasu aby pisać, wiecie szkoła. ;/
Troche mi nie wyszedł ten rozdział, ale następny mam nadzieję będzie lepszy. ;)
Życzę miłego czytania!  Całusy ;* Ann. : ]




czwartek, 18 września 2014

Rozdział 2

         

           Usiadła na ławeczce przed grobem Maćka, uwolniła już łzy, leciały swobodnie jedna za drugą.
-Maciek dlaczego mnie zostwiłeś?-Pytała się chodziaż i tak wiedziała, że nie otrzyma odpowiedzi.-Potrzebuje Cie tu i to bardzo, jest Wojek i bardzo mu za to dziękuje, zle ja potrzebuje Ciebie...wszystko zaczęło się walić.-Mówiła dalej przez łzy, poczuła zimny powiew wiatru.
-Jestem przy Tobie ciągle, mimo iż mnie nie widziszto ja widze Ciebie. Nie odstępuje Cie na krok i nie martw sie wszystko sie ułoży.-Usłyszała znajomy głos, ten bardzo znajomy głos za którym tak bardzo tęskniła.
-Wróciłeś, zostań  już na zawsze. Nie opuszczaj mnie.-Mówiła dokładnie nie była pewna do czego mówiłą, ale wiedziała, że jest to on, Ten za którego chciała oddać życie, lecz było za późno.
-Chciałbym, ale nie moge.-Mówił zmartwionym głosem.
-Ja już nie moge bez Ciebie żyć, gdy myśle że sie już nie spotkamy, że nie będziesz koło mnie, że nie porozmawiamy chodziaż przez telefon. Serce mi pęka ja...ja poprostu już nie potrafie tak żyć.-Powiedziała całkiem załamana.
-Ja wiem i rozumiem Cie, nawet nie wiesz jak chciałbym z Tobą gdzieś wyjść, posiedzieć czy cokolwiek tylko z Tobą.-Powiedział tym swoim głosem, który moła słuchać całymi dniami. Tak bardzo chciała sie w niego wtulić i już nie puszczać, ale nie mogła tak bardzo wiedziała, że nie może i to zabijało ją chyba najbardziej.-Nie długo się znów zobaczymy.
-Nie zostawia...-I nim się obejrzała go już nie było, siedziała tam tak sama w niestety zimny listopadowy wieczór rozmyślając co ma dalej robić, Zaczęło jej być zimno i postanowiła sie zbierać.

*

   Pojechałam do domu było pusto zaczynałam sie do tego przyzwyczajać, że zostałam sama postawiłam karton w salonie, na stole zobaczyłam jakieś kartki pewnie Laura je zostawiła. Obejrzałąm je troche, ale głód dawał sie w znaki. Było już po 21, włożyłam pizze do piekarnika i poszłam na góre po laptopa, gdy sie zalogowałam dostałam od razu wiadomość Była ona oczywiście od Wojtka.

'Co sie stało, co Ci siostra powiedziała? :* :/ '

Nim zdążyłam odpisać mój przyjaciel już dzwonił.
-Heja co jest?-Powiedział jak zawsze uśmiechnięty od ucha, do ucha Wojtek.
-A nic.-Odpowiedziałam dodając do tego sztuczny uśmiech.
-No co sie stało, co Ci siostra powiedziała.-Powiedział zmieszany tą sytuacją Wojtek.
-Wiesz nie chce mi sie o tym rozmawiać teraz, padam pogadamy jutro ok?-Zapytałam.
-Oczywiście.-Odpowiedział ciepło z uśmiechem.-Mam przyjechać? Bo wiesz jedno słowo i jestem.-Mówił energicznie,
-Nie, nie przyjeżdżaj ja zaraz ide spać więc i tak nie ma sensu. Ale mam do Ciebie mała prośbę.-Powiedziałam do mojego przyjaciela przez kamerke laptopa,
-Dla Ciebie wszystko,
-Pojedziesz ze mną jutro w jedno miejsce?
-Mam się bać?-Zapytał rozbawiony.
-Oczywiście, że nie.
-To o
czywiście tylko gdzie dokładnie?-Zapytał zaciekawiony.
-Wiesz co dokładnie to nie wiem, ale opowiem Ci i obgadamy wszystko jutro ok?
-Oczywiście.-Powiedział, przysyłając mi całusa.
-Ok dziękuję Ci bardzo pogadamy jutro ja lece. Papapa.-Pożegnałam sie z moim rozmówcą, odłożyłam laptopa na miejsce i zeszłam na dół.

*

       Moja 'kolacja' była] już gotowa, wzięłam te papiery i zaczęłam je przeglądać, konsumując przy tym kolacje. Znalazłam na nich adres domu dziecka za Wrocławiem i tam zamierzałam się jutro wybrać. Gdy przeczytałam już wszystko, a w moim brzuchu nie było miejsca na więcej jedzenia. Poszłam wziąść kąpiel i to długą. Po kąpieli pogasiłam wszystkie światła, upewniłąm się, że drzwi są zakluczone i połozyłm się do łóżka. Spojrzałam na telefon była godzina 00:05 i miałam wiadomość od Wojtka.

'Dobranoc:***'

Odpisałam.

   'Branoc<3'

*

Dochodziła godzina 2 w nocy, a ja? Ja nie mogłam spać, w głowie miałam tysiące myśli. Dlaczego nikt mi wcześniej o tym nie poiedział? Kim oni są, jak wyglądają, ile mają lat? Czy mnie szukają?
Czy chcieliby bym była w ich życiu? Czy wogóle mnie pamiętają, ale czy wiedząo mnie chodziaż? Byłam tego bardzo ciekawa, ale też bałam się tego czego sie jutro dowiem. Po długich rozmyśleniach w końcu zasnęłam.

*************************************************************************
I mamy drugi! Znowu to piszę i bardzo z góry przepraszam za błąd, poprzedni rozdział jest rozdziałem 1 po prostu, źle popatrzyłam.
Rozdział nie jest chyba najgorszy, mam nadzieję że chodziaż komuś sie spodoba no i co moge życzyć tylko miłego czytania! ;)

Pozdrawiam Ann. :*

P.S. podsyłajcie swoje blogi!<3



środa, 10 września 2014

Rozdział 2


Po nie spełna 20 minutach byłam już pod blokiem siostry. Zadzwoniłam dzwonkiem i weszłam do mieszkania Laura i Kasia siedziały w salonie razem z Szymonem.
-Siema, co tu jak na stypie, umarł ktoś?-Zapytałam zdziwiona, oboje spojrzały na mnie nie wiedziałam o co chodzi ich miny były dziwne, próbowały coś ukryć, ale uśmiechały się.
-Chesz coś do picia?-Zapytała Kasia.
-Nie dzięki.
-Dobra zrobie Ci kawy.
-Może być, a dowiem sie po co mnie tu ściągałyście tu tak nagle?-Byłam zmieszane ciągl nie wiedziałm co sie dzieje.
-Poczekaj pomoge Ci.-Powiedziała Laura i zaraz za Kasią znikły w kuchni.
-Ej!
-No zaraz wracamy do Was.
   Nastolatka siedziała w salonie usłyszałą szepty dochodzące z kuchni.
-Musimy jej to powiedzieć nie możemy jej tak dalej okłamywać.-Powiedziała Kasia.
-Wiem przecież, ale ona sie załamie już do końca.-Odpowiedziała Laura.
-Myślisz że o tym nie wiem?-Powiedziała Kasia.
 Po chwili w salonie z kubkiem herbaty ukazały sie siostry młodej Korzeniowskiej. Na ich twarzach widniał sztuczny uśmiech i zmieszanie.
-Prosze.-Laura podała kubek z cieczą.
-A może jesteś głodna?-Zapytała Kasia.
-Serio? Mówcie o co chodzi, a nie.-Powidziała już lekko ze złoszczona całą ą sytuacją Ania.
-Bo wiesz my chciałyśmy Ci to powiedzieć ale...-Zaczęła starsza z sióstr Laura.
-Ale nie wiedziałyśmy za bardzo jak, potem jeszcze Maciek umarł i wtedy to już wogóle nie wiedziałyśmy.-Młodsza Kasia zaczęła.
-No mówicie!-Powiedziała głośniejszym tonem Ania.
-Bo ty.-Dalej mówiła Kasia.
-Jesteś adoptowana.-Skończyła Laura.
-Co?!-Anie zatakało nie wiedziała, jak ma sie zachować w takiej chwili, jak mogli ją tak oszukiwać.
-No uwierz nam to też był dla nas szok.-Kontynuowała Laura.
-Ale jak? Skąd wy o tym wiecie?-Pytała nastolatka.
-Mama miała ukryty list, ale ona kochamy Cię dalej nic sie nie zmieniło po tej informacji i chcemy, żebyś dalej traktowałą nas jak swoje siostry rozumiesz?-Mówiła Kasia.
-Czemu mi nic nie powiedziała?-Pytała brunetka.
-Może nie wiedziała jak? Same nie wiemy.-Powiedziały wspólnie.
-Przepraszam musze iśc.- Ania złapała kurtke i wybiegła z mieszkania slyszała jak ją wołają siostry, ale nie zważała na to. Chciała być sama, zawsze tak robiła w trudnych chwilach, nie chchiała z nikim rozmawiac, ani z nikim przebywać chyba, że z nim. Maćkiem z tym kochanym wariatem, który był dla niej najważniejsz, z którym przeżyła najwspanialsze chwile swojego życia, Byli sobie bardzo bliscy, byli przyjaciółmi, byli jak kochający się chłopak i dziewczyna, byli jak rodzeństwo, Tylko z nim Ania mogła porozmawiać o 3 nad ranem, z nim mogła imprezować, z nim sie nie bała niczego, znajomi się śmiali, że razem moga podbić świat i tak było. Niestety 2 miesiące temu zdarzył sie ten nieszczęsny wypadek na motocyklu w którym Maciej zginął.

Pierwsze miejsce, które przyszło do głowy był cmentarz. Chwilke przed 18 była na miejscu, mimo iz nie była to późna godzina to było już ciemno, listopad robił swoje,

**********************************************************************
No i jest 2:) Bardzo przepraszam, że dopiero dziś ale miałam problemy z internetem i nie mogłąm dodać. Mam nadzieję, że komuś sie spodobają moje wypociny. ;D   Następny postaram sie dodać w weekend, ale nie obiecuje. ;/
Pozdrawiam i życzę miłego czytania. :*
PS. Jeżeli macie swoje blogi związane z Borussią Dortmund i Afromental piszcie w komentarzach, postaram się zajrzeć do każdego! <3

sobota, 30 sierpnia 2014

Prolog

*Piątek, po południu. Mieskanie Maćka.

           Boże, nie moge już tak dalej, nie ma go już 2 miesiące. Jest źle i to bardzo. Ciągle sobie powtarzam, że jest dobrze, że tak musiało się stać. Uśmiecham sie do każdego i mówie, że jest już dobrze, że za nim nie tęsknie. Ale tak się nie da, nie da się zapomnieć o kimś kto wniósł doTwojego życia tyle wspomnień, tyle radości. Chciałabym żeby tu był ze mną, bez nieo wszystko jest do dupy. Nawet to jego mieszkanie stało się takie szare, nikogo już nie ma, żadnych imprez, żadnych wspomnień, żadnych znajomych tych znanych i tych co twarze widzieliśmy po raz pierwszy, a i tak dobrze sie bawiliśmy, nie ma nic, nas, go...Rozmyślałam tak pakując do kartonu ostatnie rzeczy, zadzwonił dzownek do drzwi, wstałam i poszłam otworzyć był to Wojtek.
-Hej.-Powiedział uśmiechnięty od samego progu.
-Cześć.-Daliśmy sobie po buziaku-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Tak jakoś mi przyszło to na myśl, po tym jak byłem u Ciebie i u Dominiki i wgl nie odbierałaś telefonu i Cie nie było nigdzie.-Powiedział patrząc na mnie swoim pięknym uśmiechem.
-Pakowałam ostatnie rzeczy, chcesz coś do picia? Jest jeszcze odroin kawy.
-Pomoge Ci.
               Usiedliśmy w salonie, z kubkami kawy.
-Wojtek?-zapytałam.
-Też za nim tęsknie.-Odpowiedział, od razu wiedział o co mi chodzi.
-Tu będzie tak pusto, z resztą już jest.
-Jak nie to mieszkanie.-Powiedział ze smutkiem w głosie.
-Yhym-Przytaknęłąm tylko, nie wiedziałam co ma powiedzieć.
-Pamiętasz jak kiedyś ten naćany ziomek zaczął wymieniać drzwi?-Powiedział radosny Wojtas.
-Hahaha no jescze nawet tam są ślady.-Wskazałam na wyszczerbienia wkoło drzwi.-No cóż jak sie bawić, to sie bawić.
-Drzwi wyjebać, okna wstawić.-Powiedzieliśmy z lepszym humorem
-Zaczyna nabierać nowego znacznia.
           Siedzieliśmy tak w pustym mieszkaniu, wspominając co jakiś czas. Było inaczej, można powiedzieć, że już wiecęj u nie wrócimy, nie będziemy spać po jakiejś imprezie i nie będziemy sie budzić z kacowni, bo nie będzie nas tu, będzie ktos nowy...Gdy tak myślałam zadzwonił mój telefon byłą to moja siostra Laura.
-Nom?
-Gdzie jesteś?-Zapytała.
-We Wrocku.
-Za 15 minut bądz u Kaśki.
-Za godzine minimalnie.
-Nie za 15 minut musisz.
-A co się stało?
-Nic, czekamy na Ciebie.
-Dobra nie spinaj, za pół godziny.
-Anka...
-Będe.-Rozłączyłam się.-I spróbujcie za nią nadązyć.
-Laura?
-Tak, muszę się zaraz zwijać.
        Posiedziliśmy jeszcze kilka chwil, ja spokowałam już ostatnie zdjęcie które, wisiało na lodówce było to jedne z naszych lepszych zdjęć chwile na nie patrzyłam.
-Chodź, pomoge Ci z tym kartonem.
-Dzięki, iź przodem, a ja zamknę drzwi.-Uśmiechnęłam sie do niego. Nie miałam serca go zamknąć, nie umiałam.
-Będzie dobrze.-Powiedział Wojek który znalazł sie koło mnie.-Dajj zamknę.
-Nie ja to zrovie.-Popatrzyłam ostatni raz w puste wnętrze, pociągłam drzwi i przekręciłąm klucz. I zeszliśmy na dół po drodze zostawiłam klucze u właściciela. Na parkingu przymocowałąm karton jakoś do motocyklu.
-Wpadnij potem.-Powiedział mój przyjaciel.
-Yhym.
-Bedzie dobrze.-Powiedział i sie pożegnalismy.
***************************************************************
No i mamy prolog :) Taki troche nijaki, ale jest. Pierwszego rozdziału możecie spodziwać się w tym tygodniu :)
Laura jest to 28-letnia kobieta, siostra Ani ma męża Bartka oraz dwójkę dzieci, syna Macieja oraz córeczkę Hanię.
Kasia jest to 26-letnia kobieta, sioosta Ani mieszka ze swoim narzeczonym Szymonem.

Bohaterowie

Anna "Gin" Korzeniowska

17-letnia dziewczyna. Jest wielką fanką Borussi Dortmund oraz zespołu Afromental. Mieszka nie daleko Wrocławia. Jest dziewczyną przeważnie zakęconą, nie obchodzi ją co pomyślą sobie inni, ważne żeby ona i jej bliscy czuli się dobrze. Najlepsi przyjaciele Łukasz, Karolina, Wojtek oraz Daniel. Ania grała kiedyś w ręcznej drużynie sportowej ze szkoły, po wypadku na motocrossie musiała przestać. Od tej pory wiele się zmieniło.

Wojciech "Łozo" Łozowski

24-letni mężczyzna. Wokalista zespołu Afromental. Pochodzi z Olsztyna,mieszka w Warszawie ale w ostatnich mięsiącach wiele czasu spędza we Wrocławiu by spędzać jak najwięcej czasu ze swoją przyjaciółką. Gdy dwa miesiące temu umarł ich najlepszy przyjaciel Maciek, był cały czas z nią.

Karolina Miklas

17-letnia dziewczyna. Pochodzi z miasta jej przyjaciołki, lecz gdy miała 14 lat wyjechała z rodzicami do Francji. Z charakteru jest podobna do swojej przyjaciółki liczy się dobra zabawa i zajebiste wspomnienia. Kiedyś Karolina i Ania były nie rozłączne dziś widują się rzadziej, ale ich przyjaźń się powiększyła.
Łukasz Piszczek

26-letni mężczyzna. Zawodnik Borussi Dortmund oraz Polskiej Reprezenacji Piłki Nożnej. Urodzony w Czechowice-Dziedzice obenie mieszka w Dormundzie. Jest singlem, lubi się dobrze bawić, ale jest rozsądniejszy od swojej przyjaciółki, nie przepada za Wojtkiem.

Daniel Ostrowski
20-leni mężczyzna. Także pochodzi z miasta przyjaciółek, lecz przeprowadził się do Londynu z rodzicami i młodszym bratem Aleksem. Został tam dla swoejgo chłopaka Bena. Pryjźnie się z Anią od dzieciństwa, wiedzą o sobie wszystko i o wszystkim mogą sobie powiedzieć.
*********************************************************************************
Witajcie! To mój pierwszy blog, jak i pierwszy rozdział. Z czasem pojawi się wiecej postaci, gdyż nie chciałam zdradzać za dużo już w bohatrach. :) Mam, nadzieje że chodziaż trochę jestęście zaciekawieni co wydarzy się dalej. Rozdział będą dodawane raz w tygodniu (soboty) może, czasami częściej. Dodawjcie swoje blogi, na każdy postaram się zajrzeć :*

WSZYSTKO CO PISZE JEST WYMYŚLONE, NIEKTÓRE POSTACIE BĘDĄ TROCHĘ ODMŁODZONE.