piątek, 26 września 2014

Rozdział 3

*Następnego dnia.

         Obudziałam sie wcześnie bo już o 10:20. Z dołu słyszałam jak ktoś krząta sie po kuchni, postanowiłam zejść i sprawdzić kto już tak buszuje od samego rana.

-O wstałaś już? Nie obudziłem Cię, jesteś głodna? Zrobie Ci kawy.-Powiedział nie kto inny jak Wojtek.
-Hej.-Powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
-No cześć.-Podszedł i dał mi buziaka.
-Co ty tu tak robisz z samego rana?
-No prosiłaś o pomoc, więc jestem, Prosze śniadanko.-Powiedział Wojtek i podał mi talerz z naleśnikami i kawe,
-Nie musiałeś tak wcześnie.-Powiedziałam.
-No wiem, że nie musiałem i skoro Ci nie jestem potrzebny no to ide. Cześć-Powiedział i poszedł w strone drzwi.
-Ej ej! Poczekaj no przecież nie mówiłam, że masz iść no zostań ze mną....Prosze Cie tak bardzo,-Powiedziałam sie i posłałam szeroki uśmiech do mojego przyjaciela.
-No przecież sie nigdzie nie wybieram. Jedz bo Ci wystygnie.-Odpowiedział będąc już przy mnie.
-Jem, jem bardzo pyszne tylko dla czego ja jem to sama, czemu Ty nie jesz?-Zapytałam.
-Ja już jadłem. No a teraz opowiadaj co sie stało i co tam u nich słychać?-Zapytała zaciekawiony Wojtek.
-No u nich spoko wszystko, po stremu tam leci, jestem adoptowana, nic nie wiem, ale co tam wszystko dobrze no, a co tam u Ciebie, co robiłeś wczoraj wieczorem?-Powiedziałam na jednych tchu. Wojtka zatkało, nie wiedział za bardzo co powiedzieć.
-Co? Ale jak to? Jezu Aniu przepraszm Cie bardzo nie powinienem tak Ci wypytywać o to i powinienem przyjechać wczoraj i być z Tobą tak bardzo Cie przeraszam.-Powiedział trochę zasmucony.
-Nie przepraszaj to nie Twoja wina, Ty nic nie zrobiłeś przecież.
-Ale i tak powienienem do Ciebie przyjechać i nie myśl już tyle o tym.-Powiedział i posłał mi piekny uśmiech.-Będzie dobrze.
-Yhym.-Odpowiedziałam chcąc, nie chcąc.
-To gdzie dziś jedziemy?-Zapytal zaciekawiony.
-Do domu dziecka, tu prosze adres.-Powiedziałam z uśmiechem  podalam mu kartkę z adrsem.
-Aha...aha...nooo...okey. No dobra.-Powiedział po czym zaczęlismy się śmiać.
-Pojedziemy, dowiemy się, znajdziemy i będzie dobrze.-Powiedział.
-Oczywiście,-Odpowiedziałam.
   Ten poranek był jednym z dziwniejszych poranków. Nie wiedziałam za bardzo o czym mam mówić, co mam mówić. W głowie jedną myślą była moja biologiczna rodzina. Ciągle o nich myślałam i szczerze móiąc bałam się trochę tego spotkania. Wiedziałam, że jest ze mną Wojtek i rozmawiałam o tym z Łukaszem, ale jednak no nie codziennie sie dowiadujesz, że jesteś adoptowana z moich zamyśleń wyrwał mnie Wojtas.
-To co jedziemy?-Zapytał.
-Yyyy.. no tylko chwika musze jeszcze wziąźć portfel.-Powiedziała,
-Okey.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Możemy jechać.-Stanęłam koło niego i ubraliśmy kurtki oraz buty no był listopad zima idzie. Wyjechaliśmy około 13. Przez drogę Wojtek mówił do mnie ciągle o czymś, ale nie mogłam się skupić.
-Eeej.. Tu ziemia, żyjesz?-Zapytał Wojtek machając mi ręką przed oczami.
-Ojej, przepraszam zamyśliłam się.-Powiedziałam szybko.
-Zamyśliłaś, czy zamartwiłaś?-Zapytał.
-Jedno i drugie.-Odpowiedziałam i dłużej jechaliśmy tym bardziej się zamartwiałam.
-Nie powinnaś, właściwie to powiedz czego się tak boisz? No nie ma czego.-Mówił próbując podtrzymać mnie na duchu.
-Nie wiem czego...-Miał racje nie powinnam się zamartwiać tak.-Daleko jeszcze?-Zapytałam.
-Nie, no raczej nie z tego co się orientuje to jakieś kilka minut.-Odpowiedział.
-Okey.

   Faktycznie po niespełna 10 minutach byliśmy już na miejscu.


********************************************************************
Trójeczka skończona. Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam trochę czasu aby pisać, wiecie szkoła. ;/
Troche mi nie wyszedł ten rozdział, ale następny mam nadzieję będzie lepszy. ;)
Życzę miłego czytania!  Całusy ;* Ann. : ]




czwartek, 18 września 2014

Rozdział 2

         

           Usiadła na ławeczce przed grobem Maćka, uwolniła już łzy, leciały swobodnie jedna za drugą.
-Maciek dlaczego mnie zostwiłeś?-Pytała się chodziaż i tak wiedziała, że nie otrzyma odpowiedzi.-Potrzebuje Cie tu i to bardzo, jest Wojek i bardzo mu za to dziękuje, zle ja potrzebuje Ciebie...wszystko zaczęło się walić.-Mówiła dalej przez łzy, poczuła zimny powiew wiatru.
-Jestem przy Tobie ciągle, mimo iż mnie nie widziszto ja widze Ciebie. Nie odstępuje Cie na krok i nie martw sie wszystko sie ułoży.-Usłyszała znajomy głos, ten bardzo znajomy głos za którym tak bardzo tęskniła.
-Wróciłeś, zostań  już na zawsze. Nie opuszczaj mnie.-Mówiła dokładnie nie była pewna do czego mówiłą, ale wiedziała, że jest to on, Ten za którego chciała oddać życie, lecz było za późno.
-Chciałbym, ale nie moge.-Mówił zmartwionym głosem.
-Ja już nie moge bez Ciebie żyć, gdy myśle że sie już nie spotkamy, że nie będziesz koło mnie, że nie porozmawiamy chodziaż przez telefon. Serce mi pęka ja...ja poprostu już nie potrafie tak żyć.-Powiedziała całkiem załamana.
-Ja wiem i rozumiem Cie, nawet nie wiesz jak chciałbym z Tobą gdzieś wyjść, posiedzieć czy cokolwiek tylko z Tobą.-Powiedział tym swoim głosem, który moła słuchać całymi dniami. Tak bardzo chciała sie w niego wtulić i już nie puszczać, ale nie mogła tak bardzo wiedziała, że nie może i to zabijało ją chyba najbardziej.-Nie długo się znów zobaczymy.
-Nie zostawia...-I nim się obejrzała go już nie było, siedziała tam tak sama w niestety zimny listopadowy wieczór rozmyślając co ma dalej robić, Zaczęło jej być zimno i postanowiła sie zbierać.

*

   Pojechałam do domu było pusto zaczynałam sie do tego przyzwyczajać, że zostałam sama postawiłam karton w salonie, na stole zobaczyłam jakieś kartki pewnie Laura je zostawiła. Obejrzałąm je troche, ale głód dawał sie w znaki. Było już po 21, włożyłam pizze do piekarnika i poszłam na góre po laptopa, gdy sie zalogowałam dostałam od razu wiadomość Była ona oczywiście od Wojtka.

'Co sie stało, co Ci siostra powiedziała? :* :/ '

Nim zdążyłam odpisać mój przyjaciel już dzwonił.
-Heja co jest?-Powiedział jak zawsze uśmiechnięty od ucha, do ucha Wojtek.
-A nic.-Odpowiedziałam dodając do tego sztuczny uśmiech.
-No co sie stało, co Ci siostra powiedziała.-Powiedział zmieszany tą sytuacją Wojtek.
-Wiesz nie chce mi sie o tym rozmawiać teraz, padam pogadamy jutro ok?-Zapytałam.
-Oczywiście.-Odpowiedział ciepło z uśmiechem.-Mam przyjechać? Bo wiesz jedno słowo i jestem.-Mówił energicznie,
-Nie, nie przyjeżdżaj ja zaraz ide spać więc i tak nie ma sensu. Ale mam do Ciebie mała prośbę.-Powiedziałam do mojego przyjaciela przez kamerke laptopa,
-Dla Ciebie wszystko,
-Pojedziesz ze mną jutro w jedno miejsce?
-Mam się bać?-Zapytał rozbawiony.
-Oczywiście, że nie.
-To o
czywiście tylko gdzie dokładnie?-Zapytał zaciekawiony.
-Wiesz co dokładnie to nie wiem, ale opowiem Ci i obgadamy wszystko jutro ok?
-Oczywiście.-Powiedział, przysyłając mi całusa.
-Ok dziękuję Ci bardzo pogadamy jutro ja lece. Papapa.-Pożegnałam sie z moim rozmówcą, odłożyłam laptopa na miejsce i zeszłam na dół.

*

       Moja 'kolacja' była] już gotowa, wzięłam te papiery i zaczęłam je przeglądać, konsumując przy tym kolacje. Znalazłam na nich adres domu dziecka za Wrocławiem i tam zamierzałam się jutro wybrać. Gdy przeczytałam już wszystko, a w moim brzuchu nie było miejsca na więcej jedzenia. Poszłam wziąść kąpiel i to długą. Po kąpieli pogasiłam wszystkie światła, upewniłąm się, że drzwi są zakluczone i połozyłm się do łóżka. Spojrzałam na telefon była godzina 00:05 i miałam wiadomość od Wojtka.

'Dobranoc:***'

Odpisałam.

   'Branoc<3'

*

Dochodziła godzina 2 w nocy, a ja? Ja nie mogłam spać, w głowie miałam tysiące myśli. Dlaczego nikt mi wcześniej o tym nie poiedział? Kim oni są, jak wyglądają, ile mają lat? Czy mnie szukają?
Czy chcieliby bym była w ich życiu? Czy wogóle mnie pamiętają, ale czy wiedząo mnie chodziaż? Byłam tego bardzo ciekawa, ale też bałam się tego czego sie jutro dowiem. Po długich rozmyśleniach w końcu zasnęłam.

*************************************************************************
I mamy drugi! Znowu to piszę i bardzo z góry przepraszam za błąd, poprzedni rozdział jest rozdziałem 1 po prostu, źle popatrzyłam.
Rozdział nie jest chyba najgorszy, mam nadzieję że chodziaż komuś sie spodoba no i co moge życzyć tylko miłego czytania! ;)

Pozdrawiam Ann. :*

P.S. podsyłajcie swoje blogi!<3



środa, 10 września 2014

Rozdział 2


Po nie spełna 20 minutach byłam już pod blokiem siostry. Zadzwoniłam dzwonkiem i weszłam do mieszkania Laura i Kasia siedziały w salonie razem z Szymonem.
-Siema, co tu jak na stypie, umarł ktoś?-Zapytałam zdziwiona, oboje spojrzały na mnie nie wiedziałam o co chodzi ich miny były dziwne, próbowały coś ukryć, ale uśmiechały się.
-Chesz coś do picia?-Zapytała Kasia.
-Nie dzięki.
-Dobra zrobie Ci kawy.
-Może być, a dowiem sie po co mnie tu ściągałyście tu tak nagle?-Byłam zmieszane ciągl nie wiedziałm co sie dzieje.
-Poczekaj pomoge Ci.-Powiedziała Laura i zaraz za Kasią znikły w kuchni.
-Ej!
-No zaraz wracamy do Was.
   Nastolatka siedziała w salonie usłyszałą szepty dochodzące z kuchni.
-Musimy jej to powiedzieć nie możemy jej tak dalej okłamywać.-Powiedziała Kasia.
-Wiem przecież, ale ona sie załamie już do końca.-Odpowiedziała Laura.
-Myślisz że o tym nie wiem?-Powiedziała Kasia.
 Po chwili w salonie z kubkiem herbaty ukazały sie siostry młodej Korzeniowskiej. Na ich twarzach widniał sztuczny uśmiech i zmieszanie.
-Prosze.-Laura podała kubek z cieczą.
-A może jesteś głodna?-Zapytała Kasia.
-Serio? Mówcie o co chodzi, a nie.-Powidziała już lekko ze złoszczona całą ą sytuacją Ania.
-Bo wiesz my chciałyśmy Ci to powiedzieć ale...-Zaczęła starsza z sióstr Laura.
-Ale nie wiedziałyśmy za bardzo jak, potem jeszcze Maciek umarł i wtedy to już wogóle nie wiedziałyśmy.-Młodsza Kasia zaczęła.
-No mówicie!-Powiedziała głośniejszym tonem Ania.
-Bo ty.-Dalej mówiła Kasia.
-Jesteś adoptowana.-Skończyła Laura.
-Co?!-Anie zatakało nie wiedziała, jak ma sie zachować w takiej chwili, jak mogli ją tak oszukiwać.
-No uwierz nam to też był dla nas szok.-Kontynuowała Laura.
-Ale jak? Skąd wy o tym wiecie?-Pytała nastolatka.
-Mama miała ukryty list, ale ona kochamy Cię dalej nic sie nie zmieniło po tej informacji i chcemy, żebyś dalej traktowałą nas jak swoje siostry rozumiesz?-Mówiła Kasia.
-Czemu mi nic nie powiedziała?-Pytała brunetka.
-Może nie wiedziała jak? Same nie wiemy.-Powiedziały wspólnie.
-Przepraszam musze iśc.- Ania złapała kurtke i wybiegła z mieszkania slyszała jak ją wołają siostry, ale nie zważała na to. Chciała być sama, zawsze tak robiła w trudnych chwilach, nie chchiała z nikim rozmawiac, ani z nikim przebywać chyba, że z nim. Maćkiem z tym kochanym wariatem, który był dla niej najważniejsz, z którym przeżyła najwspanialsze chwile swojego życia, Byli sobie bardzo bliscy, byli przyjaciółmi, byli jak kochający się chłopak i dziewczyna, byli jak rodzeństwo, Tylko z nim Ania mogła porozmawiać o 3 nad ranem, z nim mogła imprezować, z nim sie nie bała niczego, znajomi się śmiali, że razem moga podbić świat i tak było. Niestety 2 miesiące temu zdarzył sie ten nieszczęsny wypadek na motocyklu w którym Maciej zginął.

Pierwsze miejsce, które przyszło do głowy był cmentarz. Chwilke przed 18 była na miejscu, mimo iz nie była to późna godzina to było już ciemno, listopad robił swoje,

**********************************************************************
No i jest 2:) Bardzo przepraszam, że dopiero dziś ale miałam problemy z internetem i nie mogłąm dodać. Mam nadzieję, że komuś sie spodobają moje wypociny. ;D   Następny postaram sie dodać w weekend, ale nie obiecuje. ;/
Pozdrawiam i życzę miłego czytania. :*
PS. Jeżeli macie swoje blogi związane z Borussią Dortmund i Afromental piszcie w komentarzach, postaram się zajrzeć do każdego! <3