piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 6

-Nie martwie się tylko się zastanawiam.-Powiedziałam.
-O rozmowie.-Powiedział.
-No po części, no bo myśle co ja mam właściwie powiedzieć 'cześć jestem Twoja siostrą chce Cię poznać'? Czy może 'jesteś moim bratem szukam Cię i chce Ci się wjebać w życie.' No Wojtek pomyśl logicznie.-Powiedziałam już wiedziałam, że to nie wypali ostatnio wogóle mi się nic nie układa.
-Anka jesteś głupia, bo inaczej nie moge powiedzieć! Zadzwonisz i powiesz po prostu, że masz ten numer z tej placówki opiekuńczej, i że szukasz swojej biologicznej rodziny, i że Cię szukali ponoć, a dalej sie już samo potoczy i nie myśl tyle.
-Masz racje.
-Właśnie.-Powiedział entuzjastycznie mój przyjaciel.
-Jestem głupia.
-Anka nie jesteś, tylko sie tym martwisz za bardzo.
-No, a co Ty byś zrobił na moim miejscu?-Zapytałam.-No wlaśnie.-Odpowiedziałam po chwili, gdy Wojtek nic nie odpowiadał.
-Na pewno bym sie tyle nie martwił i nie przejmował.-Wozzo mnie przytulił i tak siedzieliśmy sobie dłuższy czas.

*

-Jutro do niego zadzwonisz, a dziś... Dziś idziemy na imprezę i sie będziemy zajebiście bawić.-Oznajmił.
-Oczywiście.
-Ale najpierw idziemy coś zjeść, bo strasznie mało jesz.
-Taa właśnie dużo i nie jestem głodna ziomek.
-Jesteś, jesteś ide zrobić takie super, pycha jedzenie i sie ogarniemy, no a potem pójdziemy pić.-Powiedział pełen entuzjazmu.
-Taa,,, Z pełnymi brzuchami.-Odpowiedziałam.
-Więcej wejdzie.-Powiedział i poszedł do kuchni.
-Ide Ci pomóc.-Udaliśmy się do kuchni Wojtek robił kanapki, ja zaparzyłam nam herbatę z cytryną.-Ej dobra chyba starczy już przecież nie zjemy tego wszystkiego.
-Oj tam, oj tam zjesz.-Usiedliśmy przy stole i zaczeliśmy konsumować nasz posiłek.

*

-Ale sie najadłam już nic w siebie nie wcisne,-Powiedziałam z pełnym brzuchem.
-A może jeszcze jedną?
-Wojtek.
-Co? No może jedną?
-Daj spokój już nie moge.
-A może tą?
-Nie dziekuje.
-Aaa.
-Wojtek jesteś glodny to jedz, ja już nie chce,
-No to nie. Więcej nie dostaniesz.-Powiedział i wystawił mi język, po czym się uśmiechnął.
-Hahaha okej.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dobra ja też już nie mogę.
-Daj posprzątam to.-Powiedziałam i zaczęłąm zbierać brudne naczynia ze stołu.
-Zostaw ja posprzątam, a Ty idź się ubieraj albo kąp, szykuj czy co tam chcesz.-Mówił zabierając talerz z mojej ręki.
-Nie daj.-Mówiłam.
-Idz już mi stąd, raz.
-No dobra ide wziąść prysznic.-Skierowałam sie na góre do łazienki wzięłam 10 minutowy prysznic i osuszyłam swoje ciało ręcznikiem. Włosy owinęłam recznikiem tworząc tak zwany turban niestety zapomniałam ciuchów i udałam się w samym ręczniku do szafy w której było troche moich cichów grzebiąc w niej zabrałam bieliznę oraz wybrany komplet i ruszyłam z powrotem łazienki.
-Wow jak Ty pięknie wyglądasz.-Powiedział Wojtek, który był w korytarzu.
-Haha ta jasne w ręczniku.-Powiedziałam ironicznie.
-Dla mnie bedzisz piękna nawet jak go zdjemiesz.
-Oj Łozowski nie pozwalaj sobie.
-Ja serio mówię.
-Ja też.-Dałam mu buziaka w policzek, przeszłam omijając go w stronę łazienki. Ubrałam przygotowaną czarną koszulę z ćwiekami na kołnierzyku oraz miętową spódnicę i wróciłam do sypialni Wojtka usiadłam przed lustrem i zrobiłam nie za mocy makijaż, dodałam bransoletki bez których się nie ruszam oraz srebrny wisiorek z serduszkiem, który dostałam od Maćka otworzyłam je i ujrzałam nasze zdjęcie, które zrobiliśmy kiedyś jak pojechaliśmy na wycieczkę rowerowę i sie zgubilimśy. Uśmiechnęłam się sama do siebie gdy o tym pomyślałam.
-Nie wiem w co sie ubrać.-Moje przemyślenia przerwał Wozzo.
-Hahaha serio?
-Serio, serio.
-A patrz ta koszula i niebieskie spodnie?
-O no mogą być dawno nie w nich byłem, ide sie ubrać.
-Yhym..-Zaczęłam sie jeszcze poprawiać nagle Wojtek wrócił.
-Nie w tych spodniach nie moge iść.-Powiedział.
-Czemuż to?-Zapytałam.
-No skurczyły się w praniu.-Powiedział załamany.
-Jak to sie skuczyly?-Zapytałam zaskoczona.
-Po prostu w pralce,
-Hahahaha na prawdę sądzisz, że się skurczyły?
-Czy ty sugerujesz, że jestem gruby?
-Hahaha tak sugeruje i co powiesz?-Zapytałam rozbawiona.
-To, że foch.-Odpowiedział udając obrażonego.
-Mam lepszy pomysł..ubierz te spodnie i ta koszule.-Powiedziałam podając drugi komplet ubrań.
-No dobra mówię, że ok.

*

Zeszłam na dół nalałam sobie wody i zaczęłam pić na zegarze wybijała już 19:15 mieliśmy jeszcze troche czasu. Do kuchni wszedł Wojtek.
-Gotowa?
-Tak jest.
-To co zamawiamy już taksówkę?
-Tak jest,-Powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
   Czekajac na taksówkę dużo rozmawialiśmy.
-Nie rozmawiałaś jeszcze z dziewczynami prawda?
-Nie właściwie nie wiedziałam co mam im powiedzieć, że co? Że znalazłam swoją rodzinę, a Was już nie potrzebuję?
-Przestań przecież nawet jeżeli bądziesz miała bliższy kontak z tym Dawidem to nie będziesz musiała zaraz sie nie odzywać, nie odpisywać, nie oddzwaniać, ani nic.
-No wiem, ale po prostu to jest za dużo na moją głowę.
-Ja wiem, wiem.
-Ja po prostu chciałabym sie dowiedzieć czegoś więcej, a nikt mi nie może nic powiedzieć.
-Nie martw się jutro zadzownisz i na pewno się czegoś dowiesz i będzie dobrze.
-Yhym....
-Też chciałbym żeby tu był z nami.-Powiedział i mnie przytulił.
-Wiem, ale dobra nie rozmawiajmy już o tym.
 -Ok chodź taksówka już przyjechała.

*****************************************************************
Jest 6! Wiem, że długo nic nie dodawałam, ale brak czasu sprawia, że z niczym się nie wyrabiam. :/
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i życzę miłego weekendu :))

Pozdrawiam Ann. :*

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz